Apocalypse

A story I wrote 13 years ago for school assignment

Obudziła się pierwsza. Z trudem rozsunęła śpiwór, po czym wysunęła się z niego i wydostała się po cichu z namiotu, tak, aby jego nie zbudzić. Na zewnątrz było jeszcze ciemno, zbyt wcześnie żeby odnaleźć stronę, z której wzejdzie słońce. W tle leciała muzyka wojny – strzelające karabiny, krzyki zdesperowanych ludzi, jęki przerażonych kobiet.

To nasi – powiedziała do siebie Livza – tylko nasi używają „setek”.

Siedemnastoletnia dziewczyna miała na myśli granaty, które po pierwszej eksplozji rozpadają się na kolejnych sto mniejszych ładunków wybuchowych. Wpierw słychać krótki dźwięk, jak pękający balonik, później następuje lawina morderczych eksplozji. Takie odgłosy towarzyszą jej od trzech lat, dokładnie od dnia śmierci jej matki.

On również się obudził i wyszedł na zewnątrz, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Stanął obok i zapatrzył się w bezchmurne, gwiaździste niebo, które migotało bezustannie od błysków wojny, która toczyła się na horyzoncie. Przytulił swoją jedyną córkę i przemówił.

Nie martw się, to się niedługo skończy. To musi mieć koniec.

***

Livza urodziła się na początku dwudziestego drugiego wieku. Świat pogrążał się w wojnach. Pomimo przewidywań naukowców, iż populacja zielonej planety wyniesie olbrzymie wielkości, przez dwieście lat stale wynosiła sześć miliardów. Na przełomie dwudziestego pierwszego wieku wydawało się, że na Ziemi zapanuje długo oczekiwany pokój. Przyczynami wojen i licznych konfliktów najczęściej były: brak surowców mineralnych, brak tolerancji i żądza władzy człowieka. O organizacjach takich jak: ONZ, NATO, UE wszyscy już dawno zapomnieli. Narody były zdane na same siebie. Na świecie zapanowała anarchia oraz kult jednostki. Niektóre rejony ziemi możemy porównać do „Roku 1984” Orwella i rzeczywistości z filmu pt. „Equilibrium” Kurta Wimmera, reszta przypominała świat „Mad Maxa” Georga Millera. Ludzie stali się bezwzględnie okrutni, nikomu nielojalni, niezależni, egoistyczni, bezuczuciowi, dążący do zdobycia pożywienia, surowca np. cenionej ropy naftowej. Stracili też wiarę. Dokładnie w 2237 roku umarła matka Livzy, to nie zbieg okoliczności, że jest to też data rozpoczęcia II Wojny Nuklearnej na Ziemi, która trwała pół roku, bo armiom skończyły się środki. Dziewczyna miała czternaście lat, kiedy dowiedziała się o stracie mamy, zmieniło ją to niesamowicie… i świat się również zmienił. Przed rokiem 2237 ta młoda nastolatka wierzyła, że wspiera ją Bóg, który kiedyś się objawi, a całe zło wraz z jego przybyciem zniknie. Była aktywną działaczką „Pokojowej Organizacji Nowej Generacji”. Wraz ze swoim chłopakiem Detlefem często ryzykowała życiem i roznosiła propagandowe ulotki na terenie swojego narodu – Brazylii. Kiedy siedemnastego czerwca 222 roku na zbombardowane przez koreańskie myśliwce Los Angeles spadła bomba wodorowa, odbierając życie matki - wolontariuszki leczącej Kalifornijczyków z epidemii, według Livzy Bóg ją również opuścił.

Noah bardzo kochał matkę swojej córki. Po jej odejściu nie mógł dopuścić, aby córka nigdy się z tego nie otrząsnęła. To tragiczne wydarzenie ich do siebie bardzo zbliżyło. Ona mówiła mu o wszystkim, on ją zaczynał dobrze rozumieć. Urodzili się w różnych czasach, ale potrafili znaleźć wspólny język. Nie kłócili się za często. Idealna para – ojciec i córka.

Po złożeniu namiotu, zabrali się do przyrządzania śniadania. Od paru miesięcy jedli znienawidzoną już kaszankę, którą piekli najczęściej nad ogniskiem i kaszę – jedyny pokarm, który posiadał długi okres ważności. Livza tego ranka była jakaś zamyślona, nieobecna. Możliwe, że coś jej się przyśniło lub wróciły wspomnienia.

O czym myślisz? – spytał ojciec

Filozuję… - odpowiedziała niechętnie córka

Filozofujesz… o czym?

Nad sensem tego wszystkiego… czy to w ogóle ma jakiś sens? – spojrzała się ku górze i znów nie zdołała zobaczyć niebieskiej przestrzeni. Efekt cieplarniany robił swoje. Chmury deszczowe z odrobiną kwaśnej siarki to prognoza na trzysta sześćdziesiąt dni w roku. Niezbyt zaskoczona codziennym widokiem zamknęła oczy, zwróciła twarz ku ojcu, otworzyła oczy i kontynuowała – Po co? Po co wszyscy się zabijają? Gdzie jest Bó…

Rozmawialiśmy o tym już tysiąc razy, musimy czekać, to się na pewno skończy… Trzeba mieć nadzieję. Zawsze może zdarzyć się cud, musi być ktoś, kto to wszystko naprawi – wtem zrozumiał, że mówi rzeczy, w które sam nie wierzy. Noah pomimo utraty wiary już długi czas temu, modlił się przed pójściem spać. Nie rozumiał, dlaczego to robi, czuł, że powinien. Po modłach zawsze było mu lżej.

Oboje spakowali plecaki i ruszyli w dalszą drogę. Zmierzali ku dawnej stolicy Brazylii – Brazylii. Ogłoszono, iż obywatele dostaną tam mieszkania, że naród spróbuje odbudować miasto i je ożywić. To był ich tymczasowy cel podróży, ponieważ tylko to im pozostało. Nie wiedzieli co się dzieje, kto z kim walczy. Radio, telewizja i prasa od lat już nie działały. Mało kto ryzykowałby zawodem dziennikarza, jak już wspomniane zostało, ludzie walczyli o przetrwanie, a działania społeczne to była rzadkość.

Tego wieczoru dotarli do Brazylii i zgodnie z ogłoszeniami, ku ich zdziwieniu dostali kawalerkę w jednym z wyższych bloków byłej stolicy. W mieszkaniu znajdowała się toaleta, kran i jeden kontakt, to wystarczało żeby żyć. Jak dla nich, to był naprawdę pięciogwiazdkowy hotel. Następnego dnia dostał pracę, która polegała na odbudowywaniu budynków mieszkalnych, ona poszła w ślady swojej matki, została ochotniczą pielęgniarką w szpitalu polowym.

***

Mieszkali tak siedem miesięcy. Sytuacja na Ziemi znacznie się pogorszyła. Przez ostatnie dwa tygodnie walki piechoty, walki lotnicze oraz walki morskie całkowicie ustały. Nie oznaczało to dobrych wieści. Ludzie pamiętali taką sytuację, dokładnie w 2121 roku, kiedy wybuchła I Wojna Nuklearna, a do tego państwa ogłosiły, iż odkryły jak dziesięciokrotnie zwiększyć moc bomby jądrowej. Armie przygotowywały się do następnej wojny. Nikt nie toczył już rozmów, była to walka psychiczna. Dowódcy zastanawiali się, kto pierwszy uderzy, bo za późne wysłanie pocisków oznaczało pewną śmierć.

Nadszedł dzień. Władze Brazylii zebrały wszystkich na polach pod miastem, aby ogłosić mieszkańcom, w jaki sposób mają się zabezpieczyć przed promieniowaniem i samymi eksplozjami. Z tego miejsca widać było byłą stolicę w przepiękny sposób. Było to wieczorem. Livza zauważyła rzecz, która ją bardzo zaniepokoiła, a zarazem wzruszyła. Dokładnie nad miastem rozstąpiły się chmury. Należy też wspomnieć, że Brazylia była jedynym narodem na Ziemi, który potrafił się zorganizować i posiadał obywateli. Reszta narodów to było tylko i wyłącznie wojsko, analogia do czasów barbarzyńczych starożytności.

W czerwonych promieniach słońca stara stolica wyglądała obiecująco. W centrum miasta stały już wysokie, wyremontowane bloki mieszkalne, otoczone przez konstrukcje nowych budynków mieszkalnych i dźwigi, które pierwszy raz od pół roku nie pracowały. Na obrzeżach miasta wciąż leżały gruzy starych kamieniczek.

I zaczęło się. Ktoś krzyknął:

Grzyby!!! – i zaczął uciekać.

Ludzie zaczęli się rozglądać. Na widnokręgu ujrzeli kilkadziesiąt grzybów, czyli dym unoszący się nad miejscem wybuchu bomby atomowej, oddalonych o około dwieście kilometrów. Zamilkli. Oznaczało to, że za dosłownie kilka minut albo ich eksplozje dosięgną, albo kolejne bomby wybuchną nad Brazylią, oddaloną zaledwie dwa kilometry od pól, na których się zebrali.

Niektórzy zaczęli uciekać, ale po chwili zrezygnowali z jakiejkolwiek ucieczki, zdawszy sobie sprawę z jej braku sensu. Ludzie, straciwszy wiarę, już się nie modlili. Milion par oczu podziwiało piękno zagłady świata w czerwonych jak krew promieniach słońca.

Livza przytuliła się do ojca i rzekła:

Miałeś rację tato… Idzie nasze wybawienie, czuję to, ziemia wibruje, coś, ktoś się zbliża… Jakbym była coraz bliżej mamy…

Uspokój się Livza, nie wariuj! – odrzekł Noah, lecz po chwili krzyknął – Cholera, DLACZEGO?! Czemu, czemu, czemu !!!!!!? Dlaczego nam to robisz?! – zwracał się najprawdopodobniej do jakiejś nieokreślonej istoty wyższej. Tak jak i córka czuł coś dziwnego. Czuł coś nie z tego świata. Nie był jedynym wśród tłumu.

Nagle coś na niebie zabłysło, coś rażącego oświetliło całą polanę. Podświadomość ludzka wytłumaczyła to w bardzo jasny sposób.

To Bóg! – ktoś krzyknął

Tak, to Bóg, to jest objawienie! – odpowiedział mu krzykiem

Apokalipsa, proroctwo biblijne się spełnia!

Chociaż trwało to tylko ułamek sekundy, ludzie zdążyli się nawrócić. Nie wiedząc czemu, każdy człowiek zgodnie wymyślił sobie Boga. Po chwili białe światło zmieniło się w żółte, następnie w pomarańczowe i kolejno w czerwone, a ostatecznie przybrało kształt grzyba złożonego z czarnej chmury.

W ciągu tych kilku ostatnich sekund Livza zdążyła porozmawiać jeszcze z ojcem.

Tato – zwróciła się do ojca siedemnastolatka – już wiem. On nas nienawidzi. Oni nas nienawidzą. Nikt nie powiedział, że ich celem to dobro. Nikt nie powiedział, że dobro istnieje, to ludzie to... wymyślili. Również i tego nie jestem pewna… tak czuję…

Lecz Noah nie był w stanie jej usłyszeć.

Co?! – krzyknął.

***

Posted on Jan 28
Written by Patryk